Czy jesteś za całkowitą jawnością not wystawianych przez obserwatorów?

czwartek, 30 czerwca 2011

Największy dziwak wsród sędziów - ankieta

U góry znajdziecie ankietę.
Odpowiedzcie na pytanie: kto jest największym dziwakiem wsród sędziów.
Moje przedstawienie kandydatów (subiektywne):
Jakubowski - za całokształt i wprowadzanie nowych trendów z zakresu mody męskiej wśród sędziów
Kowalicki - za mega gadulstwo i śmieszny sposób poruszania się
Lasota - za wybitnie "swój" świat, gadanie do siebie, doszukiwanie się powodów pewnych rzeczy gdy ich zupełnie nie ma (np dlaczego Bogdana wyznaczono na ten mecz?), za mówienie o sobie samym w 3 osobie (np Bogdan ma miec)
Łukasik - za całokształt, wszechobecne robienie sobie zdjęć ze "znanymi" osobami i umieszczanie tych zdjęć HURTOWO na Naszej Klasie (czyżby kompleksy)
Płusa - opis jego osoby poniżej
Przygoda - opis jego osoby poniżej

To ze ktoś jest dziwakiem, nie oznacza ze jest on gorszy od innych.
Jest po prostu inny i różni się od ogółu.
Ale przecież może się okazać, ze to my wszyscy jesteśmy dziwakami a on tym jedynym normalnym wsród nas....

Zapraszam do głosowania!

Komentarze bez logowania!

Od dziś każdy może komentować poszczególne wpisy bez logowania.
Szczerze przyznam, ze myslalem ze tak było ustawione od początku a jest dopiero od dziś.
W każdym razie - zapraszam!

Trofimiec w II lidze

Niestety. Mariusz Trofimiec spadł z I do II ligi.
Dziś obradujący Zarząd PZPN zatwierdził listy sędziów w sezonie 2011/2012.
Czyli Zarząd PZPN przychylił się do wcześniejszej decyzji Zarządu Kolegium Sędziów PZPN.

Ekstarklasa:
Awans - Tomasz Garbowski (Opole) oraz Wojciech Krztoń (Olsztyn).
Spadek z Ekstraklasy - Marcin Szulc (Warszawa), Michał Mularczyk (Skierniewce) oraz Mirosław Górecki (Ruda Śląska).

I liga:
Awans - Łukasz Bednarek (Koszalin), Sebastian Krasny (Kraków), Marek Opaliński (Legnica), Mariusz Korzeb (Warszawa)
Spadek z I ligi - Mariusz Trofimiec (Kielce), Artur Ciecierski (Warszawa), Rafał Greń (Rzeszów), Daniel Kruczyński (Żywiec), Jacek Walczyński (Lublin)

II liga:
Awans: - Zbigniew Dobrynin (Łódź), Paweł Kukla (Tarnów), Marcin Lech (Gdańsk), Marek Łukiewski (Olsztyn), Paweł Malec (Łódź), Andrzej Martynowicz (Szczecin), Artur Mądrzak (Warszawa), Wojciech Pawlicz (Białystok), Robert Podlecki (Lublin)
Spadek - Piotr Gałązka (Szczecin), Krzysztof Maciaszczyk (Gorzów Wlk), Dawid Matyniak (Gorzów Wlk), Dariusz Orzechowski (Toruń), Marcin Słupiński (Sieradz), Grzegorz Stęchły (Jarosław), Tomasz Zieliński (Konin).

Szymonowi Ubożakowi nie udało się wejśc do II ligi i zajął bardzo odległe 22 miejsce na 23 sędziów.
Niedługo szerzej napiszę o spadku Mariusza Trofimca.

Spalska choroba

W ostatni wekend odbyły się w Spale egzaminy dla obserwatorów.
Z naszego regionu pojechali jedyni obserwatorzy 2 ligi, czyli Bogdan Bonio i Jarosław Łapka.
Razem z nimi pojechał po raz pierwszy Paweł Borusiński.
Wystarczyło by wszyscy zaliczyli egazmin teoretyczny i wszyscy trzej byliby obserwatorami w tej lidze.
Niestety - Paweł Borusiński jako jedyny z tej trójki testu nie zaliczył.
Nie wiem nawet co mam napisać. Bo przecież nikt mi nie powie że Boruta nie zna przepisów. Udowodnił że je zna w ostatni wtorek gdy zdał bezbłędnie u nas w okręgu.
A może w Spale zarówno naszych sędziów (Stelmaszczyk, Górnicki) i obserwatorów atakuje jakaś dziwna choroba, która nie pozwala im pokazac swoich prawdziwych umiejętności?
Jest też druga wersja - odważniejsza. Naszym chłopakom dosypują coś do jedzenia. Robią to złośliwie przedstawiciele innych okręgów, aby osłabić naszą pozycję w Polsce. Chociaż z drugiej strony nie da się jej już bardziej osłabić.



Tak poważnie - bardzo, bardzo Pawła szkoda. Chyba troszkę zgubiła go pewność siebie, bo ponoc jako pierwszy oddał test. Gwoli sprawiedliwości - test okazał się bardzo trudny i było bardzo dużo podchytliwych pytań. Nie zdała go rekordowa liczba obserwatorów z Polski
Mam tylko nadzieję, że niedługo choroba Spalska nie zaatakuje zdających tam egzaminów Szreka i Trofimca.

Alfabet Gwizdacza - "P"

Pańtak Paweł - "Miodek". Chyba mogę napisac, że były sędzia piłkarski. Jako główny doszedł do 4 ligi. Bardzo fajny kolega, jajcarz i imprezowicz. Kibic Korony. Jak o czymś opowiada to wszytko jest najpiękniejsze, najlepsze itd. Jego skłonności do koloryzowania są znane.
Wiecznie uśmiechnięty. Zasłynął z próby przemytu papierosów do Austrii podczas ME. :)
Ostatnio zakotwiczył w Warszawie i twierdzi oczywiście że jest najlepiej właśnie tam.
Do sędziowania już nie wróci, bo mu się nie chce. Obserwatorem też nie zostanie, bo też mu się nie chce.
Mało kto wie, ale ma uprawnienia sędziego bokserskiego.


Pieron Jakub - sędzia okręgówki. Walczy o awans do 4 ligi. Były bramkarz Świtu Działoszyce. Obecnie broni w Arbitrze Kielce.
Za grzeczny. Ale taki musi byc przecież... katecheta, którym Jakub jest.
Czy da się połączyc jedno z drugim - sam nie wiem. Pewnie tak.

                                                        fot. Grzegorz Sojka http://www.kieleckapilka.pl/

Płusa Ryszard - pewnie nikt nie kojarzy takiego gościa wśród piłkarzy, trenerów, kibiców. Ma około 50 lat, drobniutki. Znak rozpoznawczy - wszędzie jeździ swoim nieśmiertelnym rowerem - chyba to model Wigry 3.
Od zawsze sędzia bez żadnej klasy. Tylko sędziuje na lini najniższe ligi. Ale wszyscy go lubią bo jest śmieszny.
Niestety ale nie mam żadnego jego zdjęcia i również nie da się go odnaleśc w sieci. Kiedyś gdy stworzę rubrykę z dziwakami znajdzie się w niej na pewno.

Przygoda Waldemar - podobnie jak Płusa sędzia od zawsze bez żadnej ligi. I podobnie jak on również trafi do działu dziwaków. Waldi mieszka w Rudkach, ma ok. 50 lat i.... (UWAGA) - grupę inwalidzką.
Co nigdy nie przeszkadzało mu biegac po boisku z chorągiewką lub gwizdkiem (na juniorkach). Oczywiście nigdy (do sprawdzenia) nie zaliczał egzaminów biegowych i pisemnych!
Kurwa do czego dochodzi - sędzia inwalida.... I jak tu nie załamywac rąk - jednym słowem przyjmują wszystkich. Może niedługo np niewidomi się zgłoszą?


Dlatego wkurwia mnie jak nie wiem co gdy wszystkich nas sędziów wrzucają do jednego wora. Że niby Przygoda sędzia i Trofimiec ze Szrekiem też sędzia. Albo jak mówią że to mój kolega... Niby tylko dlatego że też ma uprawnienia sędziowskie. Bo sędzią go nie nazwę....

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Egzaminy sędziów w okręgu - jest lepiej!

W ostatni wekend odbyły się letnie egzaminy sędziów w okręgu.
O tyle istotne i ważne, ponieważ niedługo będą decydowały się spadki i awanse od B klasy aż po 4 ligę.
Jeśli chodzi o biegi - było super. Wszyscy (z drobnym wyjątkiem - bliżej niezidentyfikowany kolega z Ostrowca coś tam mruczał pod nosem w stosunku do komisji), biegali uczciwie, bez skracania, bez oszukiwania. Nikt nie naciągnąl wyników. Brawo - jednak się udało! Jest to na pewno efektem rygorystycznego podejścia już do ostatnich (wiosennych) egzaminów. Wszyscy pamiętają ile wtedy było pretensji do komisji. Teraz każdy wiedział, że żeby zaliczy trzeba się przygotowac i po prostu przebiec. Nikt już nie liczył na to że jakoś się uda. Wreszcie jest normalnie i mam nadzieję, że tak już będzie zawsze!
Muszę wspomniec o Zbyszku Górnickim , który - i tu spore zaskoczenie - również zaliczył egzamin biegowy. Gratuluje szczerze i przyznaję, że ja w niego nie wierzyłem. Nie wierzyłem że uda mu się pozbierac i solidnie przygotowac. Nawet to, że krótkie biegi, biegał "z wiatrem" nie mogą zmienic ogólnego wrażenia - czyli bardzo tego, że Górnik był bardzo dobrze przygotowany do tego biegu. Pozostaje jedynie zapytac się - dlaczego tak późno? Dlaczego tak samo nie przebiegł w Spale?
Codo biegów to oczywiście trzeba wspomniec o Bogusiu Lasocie, który nie był by chyba sobą, gdyby nie sprawdził krokami prawidłowości odliczonego przez komisję odcinka 150m. On ma po prostu swój świat i chyba już się nigdy nie zmieni.

Niestety moim (i nie tylko) zdaniem, cały czas jest sporo do poprawy jeśli chodzi o przeprowadzenie egzaminu teoretycznego. Nie może byc tak, że podczas tego egzaminu sędziowie mogą ściągac od siebie nawzajem, a nadzorujący ten egzamin udają że niczego nie widzą...
Mam nadzieję, że już nigdy czegoś takiego nie będzie.
Ogólnie podsumowując - było i tak super i o niebo lepiej niż podczas ostatnich lat!
Pozostaje się tylko cieszyc z tego i liczyc, że dzięki temu, awansują najlepsi i spadną najgorsi.
Amen

25 czerwca - czyli czarny piątek...

Tego co się stało tego dnia nie spodziewał się nikt.
Właśnie wtedy przyszła niespodziewana decyzja Kolegium Sędziów PZPN dotycząca spadku Mariusza Trofimca z I ligi.
Zaskoczenie i niedowierzanie było tym większe, że 16 czerwca to samo gremium zadecydowało o spadkach i awansach z lig centralnych. Wtedy nikt o spadku Trofimca nie mówił.
Dla mało zorientowanych wyjaśniam: Kolegium Sędziów PZPN podejmuje decyzje dotyczące spadków i awansów, ale wchodzą one w życie dopiero po zatwierdzeniu ich przez Zarząd PZPN.
Jednak jak się okazało, za sprawą jednego z sędziów I ligi który zakwestionował prawidłowośc obliczenia wyników, dokonano ponownego ich zliczenia. Wtedy właśnie okazało się że Mariusz Trofimiec jest na miejscu spadkowym....
Dwóch sędziów z I ligi, którzy w pierwotnej wersji byli do spadku się utrzymało, natomiast Trofimiec z bezpiecznego miejsca w rankingu - znalazł się "pod kreską".
Co można napisac...
Szok.
Trofimiec sędziuje 21 lat i w ciągu dwóch lat z Ekstraklasy ląduje w 2 lidze...
Różne myśli przychodzą do głowy...
Na pewno nie zasłużył sobie na spadek, bo twierdzę z całym przekonaniem, że jest on jednym z lepszych sędziów w 1 lidze. Z olbrzymim doświadczeniem i cały czas bardzo wysokimi umiejętnościami, które spokojnie dają gwarancję na bardzo dobre sędziowanie co najmniej w tej klasie rozgrywkowej przez jeszcze kilka najbliższych lat...
Teoretycznie jest jeszcze szansa, bo Zarząd PZPN, może nie zaakceptowac decyzji KS PZPN.
Ale, odkąd ja pamiętam, taka sytuacja nigdy się jeszcze nie zdarzyła....
Co nam pozostaje - wiara że jednak się uda. Wszystko wyjaśni się podczas czwartkowego posiedzenia Zarządu PZPN.
"Jeśli wiara czyni cuda - my wierzymy, że się uda"!

piątek, 24 czerwca 2011

Mały Śliwka

21 czerwca o godz 0:55 urodził się mały Śliwka - czyli Dominik Śliwa. Jak wszem i wobec ogłaszał szczęśliwy tata Marek Śliwa, Dominik waży 3950 gram i ma 55 centymetrów.
Tacie oczywiście szczerze gratuluję!
Super że chlopak, choc gdyby byla dziewczynka moglbym za klasykiem powiedzic: "narodziła się nowa świecka Tradycja! :)"

środa, 22 czerwca 2011

Carlos Henrique Raposo

Dziś w Gazecie Wyborczej w jej internetowym wydaniu znalazłem nisamowity wprost artykuł autorstwa Łukasza Miszewskiego. Poniżej kopiuje go w całości.
Gość opisywany w nim był niesamowity i mimo ze nie ma to nic wspólnego z sedziowaniem na 100% was rozbawi. Swoją drogą, może i znalazłby się jego odpowiednik wsród kieleckich arbitrów? Sam nie wiem - jak ktoś przyjdzie mi do głowy napisze.



Tak jak wiele brazylijskich dzieciaków Carlos Henrique Raposo już niemal od urodzenia chciał być gwiazdą futbolu, tak jak w przypadku wielu brazylijskich dzieciaków jego pierwsze słowa brzmiały również prawdopodobnie ''Pele podaje na skrzydło do Garrinchy, cudowna akcja!''. Tak jak wiele brazylijskich dzieciaków Carlos Henrique - który sam nadał sobie przydomek ''Kayser'', tak bowiem mieli go nazywać koledzy z powodu podobieństwa stylu gry do ''Cesarza'' Franza Beckenbauera, mimo że Raposo grał jako napastnik - wylądował też w końcu w piłkarskiej szkółce jednego z wielkich klubów. Najpierw w 1973 trafił do młodzików Botafogo, później przeniósł się do akademii piłkarskiej Flamengo. Tam wypatrzyli go skauci meksykańskiego zespołu Puebla. W Kraju Ponczo i Sombero, nasz mały bohater już jako Carlos Henrique Kayser (znany też jako Kaiser) przeszedł na futbolowe zawodowstwo. Niestety szybko okazało się, że resztki talentu, jakim dysponował w młodości gdzieś się ulotniły, a sam Carlos zanadto przyzwyczaił się już do życia zawodowego piłkarza - życia pełnego nie najgorszych pieniędzy, kobiet oraz imprez, by z niego zrezygnować. Były też inne powody.

- Jak wszyscy zawodowi gracze, pochodzę z ubogiej rodziny, ale zawsze chciałem dobrze zarabiać, żeby móc zapewnić jej lepsze warunki do życia. Chciałem być piłkarzem, choć nie chciałem grać w piłkę - mówi Kaiser.

Na szczęście znalazł na to sposób.

W czasie swojej futbolowej młodości zdążył zaprzyjaźnić się z takimi asami brazylijskiego sportu narodowego jak Romario czy Edmundo.
 Za każdym razem gdy któryś z jego przyjaciół, znanych zawodników zmieniał klub, Raposo podłączał się pod transfer, stając się języczkiem u wagi, przeważającym decyzję nowych potencjalnych pracodawców gwiazd o dokonaniu transferu lub wymiany. W ten sposób Kayser dostawał się na trzymiesięczny okres próbny. Gdy już pojawiał się w nowym zespole rozpoczynał od narzekań, że nie jest jeszcze w formie i potrzebuje kolejnych kilku tygodni na dojście do pełnej dyspozycji fizycznej i zrzucenie paru zbędnych kilogramów. W końcu jednak kończył mu się czas i żądano od niego pojawienia się na prawdziwym treningu zespołu. Żeby nikt nie zorientował się, że graczem jest co najwyżej średnim, a raczej sporo gorszym, Kayser już przy pierwszym kontakcie z piłką zaczynał zwijać się z bólu. O rezonansach magnetycznych, teleportach czy innych wynalazkach z dalekiej przyszłości nikt wtedy w Brazylii nie słyszał, Raposo symulował znakomicie, więc to chytre posunięcie pozwalało mu zarobić kolejny miesiąc lub dwa, które spędzał na intensywnej ''rehabilitacji''.

To oczywiście nie wyczerpywało trików pseudopiłkarza, który zdecydowanie większym repertuarem zagrań popisywał się poza boiskiem niż na murawie. Podczas epizodu w Botafogo ''odbierał'' przy pomocy zabawkowego aparatu telefony od piłkarskich agentów, z którymi zawzięcie negocjował po angielsku. Pomijając fakt, że nikt do niego nie dzwonił, a telefon był nieprawdziwy, to jeszcze równie nieprawdziwy był jego angielski, którego Raposo po prostu nie znał. Co nie zmienia faktu, że szefom Botafogo robiło się chłodno na samą myśl o tym, że mogą stracić tak rozchwytywanego gracza. Zastanawiali się też, skąd ich piłkarz ma telefon komórkowy, który na początku lat 90. był jeszcze niemalże ekstremalnym luksusem. Nie, takiego zawodnika nie mogli stracić. Co więc robili? Oczywiście przedłużali z nim kontrakt.

Kiedy Raposo występował w zespole Bangu, podczas meczu z Coritibą trener Moises postanowił sprawdzić umiejętności Kaysera na boisku, wprowadzając go jako zmianę. Nasz bohater przeraził się, ale tylko na chwilę. Szybko rzucił się na kibiców rywali, wdał z nimi w spektakularną bójkę i został wyrzucony z meczu, zanim jeszcze zdążył zawiązać korki. Za poświęcenie dla klubu, prezes Castor de Andrade nagrodził go nowym kontraktem. Do Vasco da Gama Raposo trafił w 1989 roku po to, by jednemu ze swych bardziej znanych i utytułowanych kolegów pomóc, gdy ten zmagał się z problemem alkoholowym i tylko dzięki temu utrzymywał się w zespole.

- Byłem zawodnikiem Vasco w najlepszym wieku dla piłkarza, ale przejmowałem się jego karierą bardziej niż własną. Czuwałem nad nim, budziłem go rano, żeby wstał na trening... - mówi Kaiser.

To jeszcze nic, bo niewiarygodne triki Raposo wysłały go nawet do Europy. W korsykańskim Ajaccio na prezentacji nowego brazylijskiego napastnika (bo to w końcu nowy brazylijski napastnik!) pojawiły się tłumy. I tym razem jednak Kayser nie dał się zdekonspirować. Machając radośnie do publiczności i pozdrawiając ją, wykopał w jej stronę wszystkie piłki, jakie miał w zasięgu nogi. Dzięki temu fani zespołu cieszyli się z souvenirów, Raposo cieszył się, że nie musi pokazywać swoich miernych umiejętności, a zarząd klubu nie cieszył się, bo nie był już w stanie z braku futbolówek rozegrać meczu sparingowego. W drugoligowym francuskim Ajaccio Kaiser zakończył zresztą w wieku 39 lat karierę.

Karierę trwającą ponad dwie dekady. Dwie dekady w czasie których Carlos Henriqe Raposo występował, a w zasadzie nie występował w barwach najbardziej uznanych brazylijskich zespołów: Botafogo, Vasco da Gama, Flamengo, Fluminense i Palmieras. Nie grał również we Francji, w Meksyku i w USA, cały czas oczywiście pobierając za swoje niegranie sowite wynagrodzenie. Przez ponad dwadzieścia lat wystąpił, ostatecznie zmuszony okolicznościami, łącznie w niecałych 30 spotkaniach, w zdecydowanej większości towarzyskich. Podobno nie szło mu najlepiej. Obecnie 48-letni Kaiser mieszka w Rio de Janeiro i twierdzi, że gdyby choć nieco bardziej przyłożył się do futbolu, mógłby w nim zajść jeszcze dalej. Naszym zdaniem i tak zaszedł wystarczająco daleko.

niedziela, 19 czerwca 2011

Alfabet Gwizdacza - "O"

Ordysiński Andrzej - "Ordys". Były sędzia ekstrakalsy w latach 80-tych. Były prezes sędziów w naszym województwie.
Kiedyś, kiedyś bardzo dobry sędzia. Również kiedyś bardzo dobry prezes. Z czasem, a chyba trzeba by napisac z wiekiem coś mu się zaczęło dziac, że zrobił się jedną z bardziej szkodzących środowisku sędziowskiemu osób.
Kiedyś mógł sporo w Polsce i był znany i szanowany przez działaczy sędziowskich. Sporo mógł pomóc i załatwic. To on przecież wypromował i wprowadził do 2 ligi Grzegorza Szymańskiego ze Starachowic.
Obecnie nie może już praktycznie nic. Choc on sam nie może się z tym pogodzic i wkoło roztacza wszystkim mit o własnej osobie - człowieka który w piłce cały czas może wszystko.
Dlatego też powstało o nim powiedzonko - przerobione z tego o Widzewie Łódź - "nikt Ci nie da tyle ile Ordysiński obieca".
Z racji wieku nie jest już obserwatorem.
Przewodniczący Komisji Rewizyjnej ŚZPNu. Delegat na mecze (zajmuje się bezpieczeństwem).
Uwielbia bankiety. Pojawia się niemal wszędzie gdzie się tylko da - od oficjalnych imprez ŚZPNu, poprzez imprezy targowe, a skończywszy na 30, 40, 50 leciu klubów od klasy A do 3 ligi. Zawsze można go znaleśc w pobliżu jedzenia, które często chomikuje po kieszeniach. (słynna już galareta z wigilii sędziowskiej, która wylądowała w kieszeni jego marynarki, oraz cały gar bigosu, który w dziwnych okolicznościach zniknął po meczu Pucharu Polski Arbitra Kielce ze Spartą Dwikozy).


Z uwagi na to, że jest Przewodniczącym Komisji Rewizyjnej w ŚZPNie, jest tolerowany przez działaczy Związku i wielokrotnie przymykają oni oko na jego zachowanie.
Jeszcze nie tak dawno nie było numeru związkowej gazetki - "Piłkarza Świętokrzyskiego", w którym nie dałoby się znaleśc zdjęcia Ordysińskiego. A to wręczal Puchar, a to otwierał boisko, itp, itd.
Choc teraz jego czas z pewnością już się kończy.


sobota, 18 czerwca 2011

Alfabet Gwizdacza - "N"

Nowak Stanisław - były sędzia 2 ligi oraz były obserwator 2 ligi. Długi czas dyrektor biura ŚZPN. Startował w wyborach na prezesa ŚZPN, ale przegrał jednym, albo dwoma głosami z obecnym prezesem Malinowskim. Bardzo władczy. Wszystko musiało przejśc przez jego ręce, o wszystkim sam musiał zadecydowac. Obecnie na wygnaniu z ŚZPN. Pewnie jeszcze kiedyś wróci. Jako obserwator, surowy - fajne powiedzonka miał - "to jest zero. zero do potęgi entej", lub podczas omawiania zawodów w szatni sędziowskiej jak mówił "i tam pan nie widział taki był naskok na przeciwnika (i w tym momencie zaczynał podskakiwac uderzając swoim ciałem w sędziego - pokazując ten naskok - efekt komiczny)".
Jako dyrektor biura - pracowity.

Niebudek Damian - sędzia klasy A. Twórca strony www Sekcji Kielce. On też robi tabelki do obsady dla Andrzeja Ubożaka. Całkiem dobry jako sędzia główny.

Alfabet Gwizdacza - "M"

Mądzik Maciej - sędzia 3 ligi. Przez trzy sezony sędziował 2 ligę. Nauczyciel. W przyszłości zapewne dyrektor szkoły. Szczęśliwy ojciec bliźniaczek. Obecnie trzeci po Trofimcu i Szreku najbardziej doświadczony sędzia w naszym okręgu. Spokojny, wyważony, porządny człowiek. Zawsze chce dobrze. On też dostrzega pewne złe rzeczy i czasem również potrafi się odezwac. W przyszłości zapewne obserwator. Gdzie on tam i Szyni - czyli Piotr Szynal. Moim zdaniem ze swoim doświadczeniem spokojnie mógłby eksperymentowac z sędziami asystentami i brac młodych chłopaków na mecze 3 ligi.



Molenda Michał - "Molek". Sędzia klasy okręgowej. Od nowego sezonu prawdopodobnie w 4 lidze. Najbardziej wesoły i imprezowy z młodych sędziów. Uwodziciel. Szkoda tylko że zamiast robic co potrzeba z dziewczynami, kończy się na herbacie lub obiedzie. Jak w latach 20 XX wieku! Z tego powodu prawdopodobnie niedługo napisze książkę - poradnik: gdzie w Kielcach parzą dobrą herbatę i dają dobry obiad. Były gracz juniorów Korony Kielce. Jego ojciec z powodzeniem występował w Koronie.
Jest spora szansa, że kiedyś będziemy miec z niego jako sędziego dużo radości.



                                                        fot. Grzegorz Sojka, http://www.kieleckapilka.pl/

Alfabet Gwizdacza - "Ł"

Łukasik Ryszard - ksywa "Ramona" od piosenki którą często śpiewał "Ramona, niech przytule twe cycule".
Kiedyś sędzia w 3 lidze, później obserwator 2 ligi i przez ponad rok prezes Świętokrzyskich sędziów.
Większośc go lubiła, bo dał się lubic. Taki równy chłop. Dostępny dla wszystkich, śmieszny (jego udawanie kaczuszki chyba będę pamiętał do końca życia), jak trzeba było pomóc - pomagał.
Później gdy został prezesem - moim zdaniem go to przerosło, bo kompletnie się do tego nie nadawał. Każdy widział w nim Ramonę robiącego kaczuchę, niż prezesa i przez to jego autorytet nie był za duży.Niepotrzebnie podczas swojej prezesury dał się omotac Andrzejowi Ordysińskiemu, który nim w jakimś sensie sterował. A oprócz tego politykiem i dyplomatą to on nie był na pewno. Od jakiegoś czasu jest poza organizacją, ponieważ ma zarzuty z Wrocławia. Kibicuję mu jednak i bardzo bym chiał żeby okazał się niewinny. Bo co by o nim nie powiedziec - mimo że mu nie wyszło prezesowanie - na pewno chciał jak najlepiej. Rysiu - trzymaj się!



Łapka Jarosław - członek Zarządu sędziów. Obserwator 2 ligi. Bardzo krótko sędziował - tylko przez 6 lat. Jako sędzia doszedł do 3 ligi, którą sędziował przez rok. Kłopoty ze zdrowiem spowodowały, że został obserwatorem. Od kilku lat jest członkiem Zarządu Kolegium Sędziów ŚZPN. Obecnie robi obsadę obserwatorów od 3 ligi w dół. Kiedyś niedostępny i mający swój świat, ostatnio zdecydowanie bardziej można się z nim dogadac w różnych sprawach. Raczej nie jest ulubieńcem dyrektora Cendera i często dochodzi między nimi do starc.

piątek, 17 czerwca 2011

Awanse w Centrali czyli - Status Quo

16 czerwca decydowała się sprawa awansów i spadków w ligach Centralnych.
Niestety mimo sporych oczekiwań nie będziemy mieli swojego przedstawiciela w Ekstraklasie.
Chociaż było blisko. Bardzo blisko.
W każdym razie Marcin Szrek nie awansował do Ekstraklasy. Pomimo bardzo wysokiego miejsca nie wszedł. Dlaczego? Powodów pewnie znalazłoby się mnóstwo, ale jeden zdecydowanie przyćmiewa inne. Niefortunna wyprawa sędziów na Halowe Mistrzostwa Polski Sędziów do Koszalina. Każdy wie o co chodzi więc nie chce mi się o tym nawet pisac. W każdym razie zaważyło to że Wydział Dyscypliny naszego Związku go ukarał. Dało to pretekst by w PZPNie nie wpuścić do wyższej ligi.
Najgorsze jest to, że po naprawdę bardzo dobrym sezonie całej czwórki sędziowskiej (chyba najlepszy sezon Szreka) i po docenieniu tego przez obserwatorów nie udało się. Byc może taka szansa już się więcej nie przytrafi. Oby jednak nie.
Do Ekstraklasy wszedł Tomasz Garbowski z Opola (poseł na sejm), oraz Wojciech Krztoń (Olsztyn).
Już widzę jak na wieśc o tym będą rozradowane ryje z Gangu Zielonej Pietruszki.
Odpowiem im tym:

Vera clades non est victum esse, sed non adire ad pugnam
(Prawdziwą porażką nie jest przegrać, lecz nie podjąć walki w
ogóle)


Kto jak kto, ale Szrek nie podda się na pewno i znów będzie walczył w kolejnym sezonie (wierzę że skutecznie), nie tylko na boisku lecz również (a może przede wszystkim) poza zieloną murawą z wszystkimi przeciwnościami!



Mariusz Trofimiec pomimo jednej słabej noty spokojnie utrzymał się w I lidze. A wszyscy wiemy, że sezon po spadku (Trofimiec rok temu spadł z Ekstraklasy) jest bardzo trudny. Ciężko jest się przestawic, ciężko zdobyc się na walkę. Cały czas rozpamiętuje się gorycz spadku, trudno wyzwoli w sobie ambicję. A inni (konkurenci) nie próżnują. Dlatego całe szczęście, że nie stało się tak jak w przypadku Leszka Gawrona z Mielca, który po spadku z Ekstraklasy jakiś czas temu zatrzymał się w 2 lidze. Dobrze że Trofi w porę się obudził i że cały czas będzie nas reprezentował na tym (przynajmniej) szczeblu.



Niestety nie udało się awansowa Szymonowi Ubożakowi do II ligi. Zabrakło mu dużo. Szkoda, bo umiejętności na pewno ma wyższe niż na 3 ligę, którą w nowym sezonie będzie znowu sędziował.




czwartek, 16 czerwca 2011

Brak konsekwencji - czyli Stelmaszczyk poza 4 ligą!

Wczoraj odbyło się szkolenie sędziów w Sekcji Kielce. O szkoleniu nie ma co pisać bo było jak zwykle: laptop, płyta z filmem szkoleniowym puszczana przez T. Lasotę, któremu z pomocą przyszedł Kuba Dobosz, ktory wcielił się w tłumacza z j.angielskiego (płyta z UEFY po angielsku była).
Najciekawiej było tuż po szkoleniu. Wtedy odbywał się Zarząd Kolegium Sędziów.
Właśnie tam został poproszony Maksym Stelmaszczyk i został poinformowany ze... spada jako sędzia główny z 4 ligi. Powodem było to ze nie zdał 2 razy egzaminu na centrali jako asystent i te egzaminy zostały mu zaliczone w okręgu.
Tylko jedno ale. Może nawet nie jedno a kilka:
- na stronie Związku cały czas znajduje się ten komunikat wg którego Maksym został dopuszczony do sędziowania.
- skoro po tym jak nie zdał obu egzaminów cały czas sedziowal mecze (w tym 4 ligi na środku) znaczy to ze Zarząd przyjął ze egzamin ma zaliczony z jesieni w okręgu. Gdyby było inaczej - wogole nie mógłby sedziowac (tak jak Górnicki)
- Maksym chciał pisać w okręgu razem z Doboszem ale powiedziano mu ze nie musi

Reasumujac: skoro Zarząd pozwolił Maksymowi sedziowac, nie powinien teraz twierdzić ze przez egzaminy na centrali ma spaść z 4 ligi.
Jest to zupełnie sprzeczne ze sobą i przynajmniej dla mnie pozbawione jakiejkolwiek logiki...
Nie wierze ze chcieli mu zrobić na złość, tylko po prostu nie zastanowili się do końca nad konsekwencjami wcześniejszych decyzji.
A wystarczyło tylko nakazać mu zdawania egzaminu w okręgu by został dopuszczony do sedziowania na naszym podwórku.
Moim zdaniem jest to tez nauczka na przyszłość żeby nie pojawiały się tego typu sytuacje. Jeśli asystent chce sedziowac w okręgu jako główny powinien pisać i biegać rownież u nas. Ewentualnie z bieganiem można się umówić, ze może biegać w jakimś innym terminie (w przypadku gdy oba egzaminy dzieli mała różnica dni).
Maksyma szkoda, bo z not w 4 lidze jest w pierwszej 5, a nikt mi nie powie ze nie byłby on w stanie zaliczyć teorii u nas.
Mam nadzieje ze Zarzad szybko zrozumie ze się pospieszyl i zmieni decyzje.

niedziela, 12 czerwca 2011

Alfabet Gwizdacza - "L"

Długo oczekiwana przez wszystkich literka. Ze względu na jedno nazwisko:

Lasota Bogdan - ponad 50 lat. Sędziuje 20. Nie doszedł nigdy jako sędzia ponad 4 ligę. Wcześniej kopał w Czarnovii. Nie jestem pewien ale chyba też w Klimontowiance Klimontów, bo z Klimontowa pochodzi.
Zawsze najmądrzejszy. Na boisku jak i poza nim. Boguś ma zawsze rację. i lepiej nie wchodzic z nim w polemikę, bo może się to źle skończyć.
Boguś ma fajne powiedzonka: "Bogdan ma miec", "Ni-chu-ja (obowiązkowo uderzając przy tym jedną dłonią o drugą). Doczekał się nawet wielu piosenek na swój temat, np. syn Maksyma Stelmaszczyka - Kacper jak był malutki to śpiewał: "Boguś Lasota to bardzo piękna istota". :)
Bogusia często można spotkać w okręgu. Jest tam kimś w rodzaju złotej rączki. A to kibel naprawi, a to szafkę skręci. I jest tak już od wielu, wielu lat. Tak było za Stasia Nowaka, tak jest teraz też za Macieja Cendera. Jak to się mówi - dyrektorzy się zmieniają a Boguś zostaje.
Całkiem niedawno Boguś został wybrany w demokratycznych wyborach jako kierownik sekcji Kielce.
Co by nie powiedzieć, to stara się robic coś pozytywnego. A to szkolenia dla młodych, a to biegi. I przecież nie ma z tego tytułu żadnych profitów finansowych.
Sędziuje bardzo dużo meczy - typowa chałtura.
Pisałem już kiedyś, że dobrze byłoby gdyby został obserwatorem bo tych mamy za mało.

O Bogdanie Lasocie pisałem już tu i tu, oraz tutaj.

Lasota Tomasz - syn Bogdana. Sędziuje w 4 lidze. Zamiast na sędziowaniu, bardziej skupia się na klubie FC Barcelona. Jest prezesem Fan Clubu Barca Polska, który chyba sam założył. Kiedyś nawet spotkał się z Laportą. Może i fajnie, ale co z tego? Przez to nie jest w stanie poświęcić sędziowaniu tyle czasu ile potrzeba. Często z tego powodu zostawiał swojego sędziego głównego (Szymona Ubożaka), i zamiast na jego mecz (ważny) jechał któryś już raz z piknikami do Barcelony. Pewnie również przez to nie jest w stanie zając się treningiem biegowym, który akurat jemu bardzo by się przydał z uwagi na nadwagę i częste problemy z zaliczaniem testów biegowych.
Tak naprawdę to nie Bogdan Lasota jest kierownikiem tylko Tomek. To on pomaga mu w organizowaniu szkoleń, sam je prowadzi (sprowadza się to do odtworzenia płyty DVD i przeczytanie właściwej decyzji Komisji Szkoleniowej). Niektórzy twierdzą, że nawet on wysyła w imieniu Bogdana Lasoty maile, podpisując się jego nazwiskiem...
Bardzo blisko Szymka Ubożaka z którym jeździ na linię. I bardzo w niego zapatrzony. Czasem wygląda to nawet tak jakby był ubezwłasnowolniony. Co zrobi Szymek - to i Tomek.

Psy szczekają

Jak to się mówi - psy szczekają karawana idzie dalej.
Dostało mi się trochę jako autorowi tego bloga na kieleckiej piłce. I Szrekowi przy okazji też.
A!  Uważają że ja to on. :)
Pudło!
Trudno - każdy może sobie myśleć co mu się tylko podoba.
Ja mam to w dupie. Im więcej się będą zastanawiać, i robic większy szum tym więcej ludzi przeczyta na kieleckimgwizdku o ich nieudolności. Bo że pisze to ktoś z Gangu Zielonej Pietruszki - nie mam najmniejszej wątpliwości.
A krytykę znieść jest ciężko. Oj ciężko. Zwłaszcza gdy nie potrafi się odpowiedziec merytorycznie.
A ja będę robił swoje. Pisał to o czym myślę. Mam do tego prawo.
Choc przecież nigdzie nie jest napisane że to właśnie ja mam rację. Może się nawet okazać że to ja jestem tym debilem i pieprzę trzy po trzy.
Tylko w którym konkretnie miejscu piszę nieprawdę? :)

niedziela, 5 czerwca 2011

Alfabet Gwizdacza - "K"

Kondrak Tomasz - sędzia główny 4 ligi. Asystent szczebla centralnego. Jeździ na linię razem ze Szrekiem i Trofimcem. Na codzień pracuje w hurtowni sportowej Football Factory. Chyba brak ksywy! Czasem mówi się na niego Kondi czego nie lubi. :)
Obecnie najlepszy asystent w naszym województwie. Profesjonalnie podchodzi do sędziowania i wiąże z tym swoją przyszłość jako sędzia zawodowy (do czego może się okazać droga wcale tak daleka nie będzie).
Jako główny po tym jak Pan Ordysiński postawił mu bardzo słabą notę walczy o ty by się w 4 lidze utrzymać.
Prywatnie czasem tajemniczy, chodzący jak kot własnymi ścieżkami i nigdy nie wiadomo co wymyśli.
Śmiejemy się, że nagle nikomu nic nie mówiąc wyjedzie do Las Vegas i się ożeni.
Nie boi się mówic co myśli i przez to często sobie szkodzi, czym zupełnie się nie przejmuje. I bardzo dobrze.
Potrafi bardzo dobrze nie tylko sędziować, ale również bawic się po meczach.
Często marudzi. Wszystko wkoło mu się nie podoba. Dla niego zawsze szklanka jest do połowy pusta. Chociaż ostatnio zmienia się pod tym względem na korzyśc.
Gdyby był w innym okręgu już dawno byłby sędzią asystentem w Ekstraklasie i międzynarodowym.



Kubicki Stanisław - bardzo fajny gośc. Już wiekowy i nie sędziuje. Były sędzia A klasy. Wszyscy go lubią, bardzo towarzyski i uczynny. Dbał o "katering" na wcześniejszych egzaminach sędziowskich. To on przygotował słynny już bigos jako przekąskę po meczu Pucharu Polski Arbitra. Bigos który Pan Ordysiński sobie zabrał...

Kubicki Jacek - syn Stasia. sędzia główny 4 ligi. Niestety w porównaniu z ojcem mruk i smutas.Obecnie walczy o awans do 3 ligi, choc gdyby nie dwie noty od Panów Ordysińskiego i Plebanka w tamtej rundzie nie byłoby tak dobrze. Członek Gangu Zielonej Pietruszki. Ma inklinacje do tycia i bywało już że miał przez to problemy z biegiem - dlatego nie wróżę przed nim przyszłości.

                             fot. Grzegorz Sojka http://www.kieleckapilka.pl/

Kowalicki Mateusz - sędzia klasy "A". Wysoki, gadatliwy. Może kiedyś wraz ze wzrostem przyjdą i umiejętności. Członek Gangu Zielonej Pietruszki.
Gdyby trzeba z nim jechać np do Szczecina myślę że człowiek by umarł od jego gadulstwa. Gada zawsze i o wszystkim. Dlatego ma ksywę "wampir energetyczny".
Koordynacja ruchowa na poziomie zatrważającym. Jak to twierdzi Boguś Lasota - nie potrafi nawet zrobić przewrotu w przód...
Bardzo widać po nim jego emocje - zarówno na boisku jak i poza nim. Widać kiedy się boi, co zawsze go demaskuje gdy np popełnił błąd lub zrobił coś złego.


                             fot. Grzegorz Sojka http://www.kieleckapilka.pl/

Kowalski Mateusz - sędzia 3 ligi. Były gracz Nidzianki Bieliny. Sprzedaje samochody w salonie Opla.
Sędzia bardzo dobry, zdecydowanie wyróżniający się w 3 lidze. Ostatnio skręcił nogę w kolanie i tą rundę ma już z głowy. Jeśli się nie rozleniwi i nie złapie paru kilogramów w następnym sezonie będzie jednym z głównych kandydatów do awansu wyżej.
Wiecznie uśmiechnięty, lubiący dobrą zabawę. Bardzo towarzyski i chyba nie ma osoby która by go nie lubiła.


                               fot. Grzegorz Sojka http://www.kieleckapilka.pl/

Kobierski Andrzej - obserwator. Obecnie nie obserwuje - pewnie znów zacznie od następnej rundy. Były wieloletni sędzia Ekstraklasy oraz były prezes świętokrzyskich sędziów.
Teraz na uboczu - na własne życzenie. Usunął się w cień. Chyba nie chce się angażować w działalność sędziowską, bo chce miec święty spokój. Dla nas to olbrzymia strata i pomimo licznych próśb z naszej strony, Andrzej Kobierski cały czas się zdania nie zmienia.
Szkoda... Jest to bowiem jedyna osoba z naszego środowiska, która mogłaby z powodzeniem nam prezesować. Prezesować - pomagając, trzymając w ryzach i zarazem miec olbrzymi autorytet u nas samych jak i w całym kraju.


Krajewski Daniel - obecnie nie sędziuje i nie wiadomo czy jeszcze wróci na boiska. Mieszka w Ostrowcu Św, pracuje w Nokii.
Kiedyś sędzia 4 ligi, później równia pochyła do klasy A. ostatnio w Okręgówce. Jeździł ze Szrekiem na 2 ligę i jeździłby dalej na 1 ligę, gdyby.... zdał egzamin na asystenta szczebla centralnego.
Jako asystent bardzo dobry. Jako sędzia zdecydowanie bardziej doceniany w Kielcach niż w Ostrowcu.
Bardzo wesoły i towarzyski. Lubi się odstresować po meczu dobrze się bawiąc. Szkoda że tak późno dostal szansę i że.... jej nie wykorzystał. Nie boi się mówic co myśli, niezależny.


Alfabet Gwizdacza - "J"

Janaszek Artur - sędzia główny 3 ligi. Kiedyś asystent szczebla centralnego (około 10 meczy w 1 lidze ze Szrekiem i Trofimcem). Niestety po jednym roku sędziowania w 3 lidze już teraz można napisać że pewny z tej ligi spadkowicz. Chociaż wg mnie dobry sędzia zarówno na środku jak i na linii. Ksywa - "morderca o twarzy dziecka". Najbardziej spokojny i małomówny sędzia jakiego znam. Często nie pytany o coś jest w stanie nie odezwać się przez długi czas (np w drodze na mecz). Choc zdecydowanie bardziej wolę takich ludzi niż paplających bez sensu jak katarynka jak choćby Mateusz Kowalicki (ksywa wampir energetyczny).
Mimo tego, że Janaszek rzadko się odzywa ma swoje zdanie, które nie zawsze jest zbieżne z "grupą ligowców", lecz mimo tego wszyscy go lubią i szanują. Skonfliktowany  z Filipem Robakiem. :)

                                             fot. R. Piasecki

Jakubowski Mariusz - sędzia kl. "A". I to wszystko jeśli miałbym coś napisać o jego sędziowaniu. Ale ciutkę zatrzymam się przy jego osobie ze względu na bardzo aktywne członkostwo w Gangu Zielonej Pietruszki. Typowy żołnierz Gangu. Nawet nie jest w pobliżu ścisłego kierownictwa GZP ale wszystkie polecenia wykonuje bez szemrania. Słynie z tego, że pomimo kilku lat sędziowania do tej pory nie udało mu się uzbierać wszystkich kolorów koszulek sędziowskich (jest ich w sumie... 3). Nie przeszkadza mu to stosować postawy typowo roszczeniowej w stosunku do obsadowca Andrzeja Ubożaka. Zawsze wg niego samego ma za mało meczy, nie takie jakie mu się należą, bądź nie w tych miejscowościach w których by chciał. I że taki ktoś jak on potrafi jeszcze miec czelność wybierania sobie meczy.....!
Ostatnio zasłynął tym, że dał czerwoną kartkę bramkarzowi z Bolmina, który jest narodowości tunezyjskiej...
Jakubowski to były gracz Politechniki Kielce. Ksywa - Uszatek.

                                                     Mariusz Jakubowski - w środku
                                                fot. Grzegorz Sojka www.kieleckapilka.pl

Alfabet Gwizadacza - "G" c.d.

Gawęcki Damian - najbardziej perspektywiczny sędzia z całego naszego województwa. Ma 24 lata i sędziuje jako główny w 4 lidze. Walczy o awans do 3 ligi. Były piłkarz Nidzianki Bieliny. Bardzo koleżeński, coraz pewniejszy swoich umiejętności. Brakuje mu trochę więcej sprytu poza boiskiem. Niektórzy nie mają tyle umiejętności co on, ale tym właśnie sprytem to nadrabiają.
Potrafi powiedzieć co mu nie pasuje, nie siedzi cicho ze spuszczoną głową.
Tylko żeby nie dał się przekonać Mariuszowi Trofimcowi, żeby do niczego się nie spieszył i wszystko robił powolutku (walczył o awans).
Kiedyś pisałem już o nim na tym blogu - znajdziecie to tutaj.

 
 fot. Grzegorz Sojka http://www.kieleckapilka.pl/

środa, 1 czerwca 2011

Maj - podsumowanie

Miło mi poinformowac wszystkich, że w maju 2011r. mój blog miał 1800 odłson.
Dla jednych pewnnie będzie to dużo, dla innych mało. Ja jestem zadowolony, bo widac że jesteście ciekawi co w gwizdku piszczy. Czekajcie niecierpliwie - niedługo kolejne literki z alfabetu.
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających ten blog!