Egzaminy biegowe były od zawsze, chociaż zmieniały się limity biegowe oraz same biegi.
Kiedyś kiedyś chyba w latach siedemdziesiątych(tego osobiście nie pamiętam) egzamin biegowy polegał na zaliczeniu biegu koperty, biegu ciągłego (chyba 3 minuty), podczas którego w punktach kontrolnych były... zadawane pytania z przepisów gry. Jeśli ktoś źle odpowiedział biegł karną rundę!
Później w latach osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych obowiązywał już test Coopera czyli bieg ciągły przez 12 minut. Nie wiem jakie wtedy było minimum zaliczeniowe, ale słyszałem że było bardzo wesoło - np panowie z brzuszkami byli... ciągnięci za ręce (!) przez tych którzy mieli więcej siły, by później tak doholowani do mety tracic przytomnośc. Zdarzało się to nie tylko u nas ale i na centrali.
Później nie było już takich jaj, chociaż oczywiście zdarzały się oszustwa.
Na zaliczenie trzeba było przebiec w 12 minut 2700 metrów. Przy czym liczyły się tylko pełne 100 m. Czyli jeśli ktoś przebiegł 2690 musiał się cofnąc do 2600m. Do awansu potzrbne było 2900m. Zaś aby awansowac do 3 ligi (obecnej 4) minimum wynosiło 3100m. Maksymalną ocenę można było uzyskać przy wyniku 3200m i więcej biegac nie trzeba było.
Ktoś w poprzednim poście napisał że ktoś biegał 3600m - nie prawda. Maksymalne wyniki w tamtych czasach osiągał wtedy około czterdziestoletni Zdzisław Skibiński z Sędziszowa - 3400m.
Regularnie 3200m biegali w roku 2000: Grzegorz Szymański - II liga, Mariusz Trofimiec - III liga, Krzysztof Łodej, Marcin Patyński, Marcin Szrek - IV liga, Mateusz Łosiak, Filip Robak - klasa okręgowa, Tomasz Marynowski, Mariusz Matuszewski, Konrad Sulik - klasa A.
* korzystałem z gazetki Kieleckiego OZPN z 2000 roku aby przypomniec sobie kto w tamtych latach był w danej lidze
Zatem nie było sytuacji żeby ktoś oprócz Skibińskiego biegał powyżej 3200m. Chyba że chodzi o pamiętną plenarkę w Nowinach w zimie (która była tylko zaliczeniowa):
Za prowadzenie plenarki odpowiedzialny był Ryszard Latała, który przymykał oczy podczas biegu tak mocno, że ludzie zamiast biegac na łukach biegali bezpośrednio po lini bramkowej za słupkami w ten sposób znacząco skracając sobie dystans. Wszyscy zaliczyli w tym Łukasz Latała - syn Ryszarda dla którego to ojciec zgodził się na coś takiego. Jaja były bo taki Szrek wykręcił wtedy 3600-3700m a będący w komisji Trofimiec krzyczał do niego żeby już więcej nie biegł bo będzie awantura...
Ale jak przypomnę były to tylko egzaminy zaliczeniowe.
Teraz sytuacja jest diametralnie inna. Oba egzaminy są konkursowe. Biegamy już nie test Coopera tylko interwały.
Zmiany tak jak i w piłce tak i w sędziowaniu oraz w samym podejściu do egzaminów są olbrzymie. Kiedyś podczas meczu I ligi czyli obecnie Ekstraklasy była tylko 1 kamera, albo nie było jej wcale. Wystarczyło że ktoś przebywał na pozycji spalonej w momencie podania i od razu był spalony (nawet gdy piłkę otrzymał jego współpartner będący kilkadziesiąt metrów dalej który nie był spalony). Było zdecydowanie łatwiej.
Teraz na meczu już pierwszej ligi kamer może być nawet kilkanaście, relacje TV są przeprowadzane na bardzo wysokim poziomie, każdy błąd arbitra jest roztrząsany we wszystkich mediach. Dlatego też same egzaminy wyglądają już w pełni profesjonalnie. Na UEFIe, na Centrali jak i w samych okręgach. Tak naprawdę egzaminy w okręgach są najważniejsze dla poszczególnych ZPNów pod kątem przyszłości. To tutaj na poziomie już klasy A czy klasy okręgowej trzeba właściwie z zerową tolerancją przeprowadzic egzminy. Po to by później w 4 i 3 lidze nie znajdowali się ludzie którzy będą mieli jakiekolwiek problemy z egzaminem. Trzeba przyzwyczajac sędziów do żelaznej dyscypliny, by później nie było dla nich szokiem że podczas egzaminu dostali żółtą kartkę gdy spóżnili się z dobiegnięciem do strefy 1 sekundę. Bo tak się właśnie dzieje
najbardziej aktualne informacje i komentarze dotyczące Świętokrzyskiego Kolegium Sędziów
Czy jesteś za całkowitą jawnością not wystawianych przez obserwatorów?
środa, 29 lutego 2012
12 komentarzy:
"Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Podczas dodawania komentarza zbierane są informacje o adresie IP Twojego komputera. Informacje te w razie potrzeby mogą zostać udostępnione organom ścigania w celu pociągnięcia autora komentarza do odpowiedzialności karnej lub cywilnej.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Super dochodzenie, ale chyba niekompletne. Poza tym nikt w poprzednim poście nie mówił o 3600, tylko max. 3400.
OdpowiedzUsuńMam ten numer gazetki, wydaje mi się, że brakuje tam sędziów którzy byli asystentami, ale to tylko "może". Bo to rok 2000 a może myślę o wcześniejszym. W każdym bądź razie Starachowice miały asystenta, który był kadrze polski w przełajach i asystenta, który biegał w Juvencie.
Dziwne, że ich nie ma w gazetce, ale to jak mówię, może nie ten rok. Ja jestem.
Tak czy inaczej nie pamiętam specjalnych przekrętów na plenarkach, ale to może dlatego, że człowiek był młody miał formę i nie patrzył na innych. Interwały w tamtych czasach też były z tego co pamiętam (50m+200m+50m+200m +12 min). A teraz jak jest?
Bez biegania nie ma sędziowania, pełna zgoda.
Odpowiadam: ja szerze powiedziawszy nie pamiętam takich ludzi ze Starachowic, chyba że to były takie typowe "meteoryty" - szybko się pojawiły i równie szybko zgasły.
UsuńJa akurat zawsze byłem bardzo dobrze przygotowany ale przekręty pamiętam bardzo dobrze. Tym bardziej że wkurwiało mnie niesamowicie, że ja potrafiłem się przygotowac i przebiec a ktoś inny skracał sobie za bramką, lub dopisali mu 2 metry 5 metrów lub 20 metrów bo i tak się zdarzało....
Co do interwałów to zupełnie mylisz pojęcia - dawniej nigdy nie było interwałów - bieg interwałowy polega na naprzemiennym biegu i marszu. to co było kiedyś to przed testem Coopera biegało się tzw. biegi krótkie, których zaliczenie dopuszczało Cię do biegu długiego. Tylko że tam było 50m, przerwa a nie marsz, 200m, przerwa i raz jeszcze 50 i 200...
No nieważne, ja tam swoich kolegów pamiętam. To nieistotne.
UsuńCo wkurwiania się na przekręty to jak najbardziej rozumiem. To może wkur...Tak jak pisałem niewiele pamiętam, ale sytuację, że akurat Ci, którzy nie wyglądali na takich, co by przebiegli 2700 na zaliczenie, bardzo często akurat...nie biegli bo coś tam. A i tak sędziowali później.
Przypominam sobie, że ktoś kiedyś się opamiętał i przed spotkaniem sekcji wymyślił obowiązkowe treningi. Biegało się najpierw godzinę, a później sżło odebrać delegację. Tych biegów chyba Grzesiu Sz. i Sławek W. pilnowali. Ale oczywiście biegali tylko najmłodsi.
"Zatem nie było sytuacji żeby ktoś oprócz Skibińskiego biegał powyżej 3200m. Chyba że chodzi o pamiętną plenarkę w Nowinach w zimie (która była tylko zaliczeniowa):
OdpowiedzUsuńZa prowadzenie plenarki odpowiedzialny był Ryszard Latała, który przymykał oczy podczas biegu tak mocno, że ludzie zamiast biegac na łukach biegali bezpośrednio po lini bramkowej za słupkami w ten sposób znacząco skracając sobie dystans. Wszyscy zaliczyli w tym Łukasz Latała - syn Ryszarda dla którego to ojciec zgodził się na coś takiego."
W 2000 CHYBA jeszcze nie było młodego Latały (chyba,że od jesieni). Sprawdź wcześniejsze plenarki, na pewno były UCZCIWE biegi powyżej 3200.
Młody Latała był w 2000 roku w pozostałych.
UsuńNie jestem w stanie sprawdzic, bo nie mam protokołów z tamtych lat - piszę tylko że ja osobiście nikogo nie przypominam sobie kto biegałby powyżej 3200 oprócz Skibińskiego właśnie
A jak tam temat niedzielnej plenarki? Bo podobnież dzisiaj miała być decyzja co do ewentualnego przeniesienia biegów?
OdpowiedzUsuńz powodu mgły oraz wniosku rodziny kierownika biegi zostały odwołane
OdpowiedzUsuńAsystent ze Starachowic który biegał po 3400 na teście Coopera jest Piotr Kozera - obecnie sędziuje klasę "O".
OdpowiedzUsuńZ informacji jakie posiadam dwukrotny mistrz województwa w biegach przełajowych...
Pytanie czemu nie nie udało mu się wyżej??
Kilkakrotnie padała informacja o przekrętach...
Właśnie o Piotrka mi chodziło, ktoś mnie wyręczył z podawania nazwiska. Nawet nie wiedziałem, że ciągle sędziuje. Niewiele mniej, na pewno 3200+ biegał Łukasz Druzic, który tez już nie sędziuje (asystent A i "O" mniej więcej 98-2000)od 2000 r.
UsuńCiekaw jestem jak się w niedzielę zaprezentuje Bodzio Mumia.
OdpowiedzUsuńBogusław Lasotnik w pierwszym terminie po raz kolejny nie przystępuje do egzaminu biegowego.Tym razem czara goryczy została przelana. Tym razem nie przedstawiając żadnego dokumentu zwalniającego z egzaminu biegowego postanowił nie przystąpić do niego.Za to pozostawiając na egzaminie kolegów sędziów z sekcji kieleckiej zdających egzamin ,idzie sędziować smieszny sparing za parę srebrników. Pytanie czy ten człowiek zasługuje aby być kierownikiem sekcji kieleckiej. Ludzie opanujcie się ten człowiek dba tylko o siebie i swojego synka, aby sędziować jak najwięcej meczy.
OdpowiedzUsuńPrzez ten okres i tak kierownik L będzie jeździł na mecze, tylko pod innym nazwiskiem,bo Lasotnik musi jeździć. Ten szkodnik od dłuższego czasu terroryzuje i wymusza od sekretarza seniora Ubiego mecze.Ten zgadzaj się na wszystko aby mieć święty spokój daje mu mecz gdzie sobie Lasotnik zarzeczy.
Stwierdzam jednoznacznie niestety panie prezesie nie radzi pan sobie tym Judaszem organizacji sędziowskiej.Najgorsze jest to panie prezesie jest to, ze już wszyscy sędziowie o tym wiedzą.
Zauważyłem, że najlepiej panu wychodzi egzekwowanie kasy od ludzi tzw składek.
Dzisiaj kolega Marcin zbierał podpisy na liście poparcia, aby Lasotnika usunąć z kierownika sekcji. Ale wiem że dla pana prezesa zbieranie podpisów jest na rękę, bo wtedy pan odpowie Losotnikowi to nie ja to oni usunęli ciebie. Panie prezesie nie da się balansować cały czas. Trzeba wreszcie usunąć, tego szkodnika z kierownika sekcji kieleckiej.
To jest największa pomyła całej organizacji sędziowskiej.!!!!
Widzę Panie gwizdaczu,że lubi Pan rożne historię.Proponuję hitorię pana Bodzia L. bardzo ciekawa.Wszystkie anegdotki Górnik z ZUSek o to potrafi.
OdpowiedzUsuń